Rok temu ze Szwajcarem i moją Młodszą byliśmy u Starszej we Francji.
Starsza w swoim ówczesnym "królestwie"
Starsza kupiła wówczas, awokado "w punkt", czyli idealnie dojrzałe :) , które przywieźliśmy do Polski. Miąższ wykorzystałam do trójkolorowej sałatki caprese, a pestki...
dość szybko pękły i zostało oczekiwanie.... jedna po kilku dniach wypuściła "ogonek" jak mawia moja Młodsza
Druga się ociągała dobre 4 tygodnie, ale też wypuściła.
W lipcu ta pierwsza wyglądała tak :
Po przesadzeniu do ziemi, pierwsza stanęła w miejscu. Gdyby nie to, że korzenie intensywnie "pracowały" i szybko znalazły dziurki w dnie doniczki, to pewnie pierwsza pestka zginęłaby marnie w kuble a śmieci ;) natomiast druga pestka po przenosinach do gleby "złapała wiatr w żagle" ;)
a tu porównanie z pierwszą
a tak wyglądały sześć miesięcy od pierwszego zdjęcia :) ta bardziej rozwinięta roślinka jest z tej pestki co pierwotnie ociągała się z rozwojem ;)
Miesiąc później zmiana doniczek (ta wyższa to ta co w doniczkach ociągała się ;) )
i nie wiem, czy zmiana doniczek, czy fakt, że krótko po przesadzeniu ja złapałam paskudne przeziębienie i może nie dopieściłam roślinek spowodowało, że awokado również zaczęło chorować... liście schły jeden po drugim i myślałam, że już po nich.... Ale roślinki walczą dalej :) a ja chucham i dmucham na nie :) pojawiły się kolejne liście :) trzymajcie za nie kciuki :)