wtorek, 8 maja 2012

Sezon rozpoczęty :)

Wiosna swój kosz darów rozpakowała i obdarowała nas ferią barw i zapachów, piękną pogodą, słońcem prawie letnim. Kto żyw ruszył na łono przyrody delektować się pięknem rozwijającego się życia. Zachwycać się ulotnym pięknem kwitnących drzew jabłoni, moreli i wiśni.
Słońce i zdecydowanie dodatnia temperatura zachęca również do wyciągnięcia grilla :)
Wiem, wiem zaraz odezwą się głosy, że śmierdzi, że jedzenie grillowanych mięs i kiełbas jest niezdrowe, ale ja wiem swoje :)
 Lubię raz na jakiś czas rozpalić i piec kiełbaski albo karkówkę. Tak się porobiło, że jestem zarówno "ogniomistrzem" jak i głównym operatorem grilla. Analizując gusta wspólbiesiadników doszłam do wniosku, że największym wzięciem cieszy się dobra kiełbasa (taka nie za chuda, nie za tłusta, bez dużej ilości polepszaczy) pieczołowicie nacięta w krateczkę i upieczona według życzenia danej osoby oraz karkówka w prostej marynacie.

KARKÓWKA NA GRILLA

karkówka (niezbyt tłusta) pokrojona na plastry o grubości 0,5 cm
mielony pieprz
1-2 pokrojone w talarki cebule
1-2 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
olej

Karkówkę ropłaszczamy dłonią, oprószamy pieprzem. W naczyniu układamy warstwami karkówkę i cebulę z czosnkiem. Każdą warstwę karkówki skrapiamy olejem. Naczynie przykrywamy i wstawiamy do lodówki na noc.
Oczyszczone z cebuli i czosnku plastry karkówki układać na rozgrzanym ruszcie. Piec do ulubionego stopnia wysmażenia. Przed podaniem oprószyć solą. Podawać z sałatą, pieczywem i jeśli możemy kufelkiem zimnego piwa :)

niedziela, 6 maja 2012

Coś na rozgrzewkę :)

Miałam nosa wybierając termin wyjazdu nad morze. "Załapałam" się na piękną, wręcz upalną pogodę. Odpoczęłam, zrelaksowałam się i było mi dobrze :)
Dziś mamy niedzielę deszczową, ale co tam - ten deszcz potrzebny jest :) zwłaszcza roślinom. W taką pogodę potrzebujemy czegoś na rozgrzewkę. W mojej rodzinie takim daniem - niezależnie od pory roku - jest fasolka po bretońsku. Właśnie pyrkoli sobie w kuchni ;)

FASOLA PO BRETOŃSKU 
75dag suchej fasoli Jaś
20 dag boczku wędzonego
2-3 cebule
kilka ząbków czosnku
sól, pieprz, mielona ostra papryka
majeranek  
opcjonalnie możemy dodać pokrojoną w kostkę kiełbasę
średni słoiczek koncentratu pomidorowego

Ideałem jest namoczyć fasolę w zimnej wodzie na noc, jeśli tego nie zrobimy to tragedii nie będzie - tylko fasola będzie gotowała się trochę dłużej.  Kiedy fasola jest pólmiękka dodaję pokrojony w kostkę boczek (i kiełbasę )oraz pokrojone w kostkę cebulę i czosnek. Dodajemy przyprawy i gotujemy dalej :)  dodajemy koncentrat i  doprawiamy ostatecznie według własnego uznania :). Podajemy z pieczywem.
Idealne danie na każde ochłodzenie za oknem, niezależnie czy to latem, zimą czy wiosną ; )
P.S. Najfajniejsze jesst to, że Bretończycy nie wiedzą co to to fasolka po bretońsku.
P.S.S Zdjęcia będą jak się ogarnę.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Majówka puka do drzwi

Majówka zbliża się wielkimi krokami. Moja będzie wyjatkowo długa, dzięki 2 dniom urlopu i jednemu "odpracowaniu" mam 9 dni laby :) i liczę, że trochę odpocznę.
Liczę na lenistwo, ale aktywne :) czyli trochę pracy w ogrodzie, ale i trzydniowy wypad do Trójmiasta. A tam będzie wesoło - dwa małe urwisy mają urodziny, więc trzeba pomyśleć o atrakcjach.  Marzy mi się wypad z dzieciakami na plażę do Orłowa i zrobienie tam pikniku :)
Orłowo - dla mnie magiczne miejsce, gdzie łapię dobrą energię (a potrzeba mi jej sporo) i gdzie o dziwo nie przeszkadzają mi inni spacerowicze ;)
Coś Wam pokażę
i nie ważne, że obok są ludzie.
Orłowo będzie moją " wisienką na torcie" w ten majowy weekend.
Rozmarzyłam się....
Zanim tam dotrę, trzeba trochę popracować. Moje urwisy będą zaglądać do torby w poszukiwaniu nie tylko prezentów, ale i smakołyków. Przyzwyczaiłam chłopaków, że zawsze przywożę coś słodkiego własnej roboty. Tym razem pojadą ze mną ciasteczka żurawinowo-orzechowe. Dodatki może bardziej zimowe, ale na bieganie po plaży trzeba mieć siły :)

CIASTECZKA ŻURAWINOWO-ORZECHOWE

220 g masła
1/2 szklanki drobnego cukru
2 łyżki mleka
1 łyżeczka cukru waniliowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2,5 szklanki mąki
1/2 szklanki wyłuskanych i grubo pokrojonych orzechów włoskich
3/4 szklanki suszonej żurawiny

Miękkie masło zmiksować z cukrem. Dodać mleko, cukier waniliowy, proszek do pieczenia oraz sól i zmiksować. Dodać mąkę i dobrze zmiksować. Następnie dodajemy orzechy i żurawinę i krótko miksować. Uformować 2 wałki o średnicy około 4 cm. Zawiąć w folię spożywczą i do lodówki najlepiej na całą noc (minimum 3 godziny).
Blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Ostrym nożem kroić plasterki 4-5 milimetrowe plasterki. Piec około 12 minut w piekarniku rozgrzanym do 2oo stopni C.
Smacznego :)


czwartek, 26 kwietnia 2012

Sielskie życie :)

Ponad rok temu, w "pewien zimny, mokry, marcowy poranek, kiedy "żaby leciały z nieba" ( dla niewtajemniczonych padał śnieg z deszczem), znalazłam się na bydgoskim dworcu PKS. Jechałam na spotkanie z bratem do Włocka i.... nagle zaświeciło piękne wiosenne słońce :)  Stało się to za sprawą pewnego czasopisma. Zobaczyłam nowy tytuł i sięgnęłam po niego. Gazeta otworzyła się na pewnym zdjęciu, które  mnie oczarowało.....  szpaler kwitnących jabłoni. W ten szary poranek był zapowiedzią wiosny.....  A w środku czar trwał....  piękne zdjęcia, opisy miejsc gdzie można odpocząć, opisy pięknych zakątków Polski. To dzięki rozmowie z panami Neclami zapragnęłam zobaczyć ich warsztat garncarski. (Udało się to dzięki dobrym duszkom :) Tamtą wyprawę przypomina mi piękna zielona misa oraz zdjęcia  )




Jedyną ciemną chmurą była informacja, że to czasopismo z pięknymi zdjęciami jest - półrocznikiem.....
Z tym większą radością kupiłam dziś 4 numer czasopisma, które właśnie stało się dwumiesięcznikiem :) .
I znowu zapragnęłam wycieczki..... może dobre duszki i w tym roku zadziałają??????

P.S. Pojawiły się zdjęcia w postach: Czterdzieści i cztery oraz Ciasteczkowe szaleństwo.
P.S.S. Ważne: tytuł czasopisma= tytuł posta ;)

piątek, 20 kwietnia 2012

Znowu kurze królestwo :)

Ulubionym mięsem moich córek jest kurczak a zwłaszcza jego piersi. Jak sami wiecie jest to trudne mięso do przyrządzenia. Łatwo jej wysuszyć i staje się niesmaczne. Jednym ze sposobów by zachować jego soczystość jest marynowanie. I dlatego dziś:
KURCZAK W KECZUPIE

podwójny filet z piersi kurczaka
1 szklanka ostrego keczupu
3-4 średniej wielkości marchewki
1 por
parę łyżek majonezu
kilka plastrów żółtego ostrego sera

Filety pokroić na plastry, lekko rozbić dłonią , ułożyć w naczyniu i zalać keczupem, przykryć i odstawić do lodówki na minimum 3 godziny ( im dłużej tym lepiej).Marchew obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Pora obrać i pokroić w półtalarki.  Dno naczynia do zapiekania wysmarować majonezem.Wyłożyć marchewkę, por na to ułożyć kawałki kurczaka, posmarować resztką keczupu z marynaty, przykryć plastrami sera. Zapiekać w rogrzanym do 230 stopni piekarniku przez 15 min pod przykryciem i potem jeszcze 15 bez przykrycia. Podawać z ugotowanym na sypko ryżem lub świeżym pszennym pieczywem.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Kurnik pierwsza odsłona

Ci z Was co znają mnie osobiście wiedzą, że w stosunku do najbliższych, przyjaciół i bliskich znajomych bywam "kwoką", co to zagarnia kurczaki pod opiekuńcze skrzydła. Dlatego nie mogłam przejść obok tego kubka obojętnie
jest idealny do porannej kawy i idealnie oddaje mój charakter - kwoki.
Również kwoczki, a raczej kurczaki pojawiły się na świątecznym serniku.

Pomysł sernika rozpoczął sie od zakupu piankowych kurczaczków. Następnie było przeszukanie archiwum domowego i zapadła decyzja - będzie sernik straciatella. Podobny przepis znalazłam również w kwietniowym numerze "Moje gotowannie". A więc:
SERNIK STRACIATELLA
na spód:
10 dag masła
10 dag dobrej gorzkiej czekolady
2 jajka
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki

masa:
75 dag mielonego sera twarogowego
3 jajka
2 białka
3/4 szklanki cukru
1 szklanka śmietanki 30%
1 łyżeczka esensji waniliowej
1/2 szklanki drobinek czekolady (można kupić w dobrych delikatesach)

polewa:
5 dag dobrej gorzkiej czekolady
2 łyżki masła

Zaczynamy od spodu. Masło z czekoladą rozpuszczamy i studzimy. Jajka ubijamy z cukrem, dodajemy czekoladę i miksujemy. Dodajemy przesianą mąkę. Miksujemy. Spód tortownicy (średnica 23 cm) wykładamy krążkiem papieru do pieczenia. Wylewamy ciasto i pieczemy 25 minut w temperaturze 180 stopni C.
W trakcie pieczenia spodu przygotowujemy masę. Ser ucieramy z jajkami i białkami dodając cukier. Następnie wlewamy smietankę i esensję. Miksujemy do połączenia składników. Dodajemy drobinki i mieszamy (WAŻNE: muszą to być drobinki czekolady a nie posypka o smaku czekolady). Wylewamy na upieczony spód, wyrównujemy (spód moze być ciepły). Wstawiamy na spód piekarnika naczynie żaroodporne z wodą i normalnie na półkę ciasto. Pieczemy 1,5 godziny w temperaturze 130 stopni C. Powierzchnia sernika zetnie się. Studzimy.
Czekoladę z masłem topimy, jeszcze ciepła polewamy wierzch sernika i dekorujemy. Jeśli podwoimy składniki polewy to będziemy mogli oblać całość.
Fakt sernik jest dość słodki, ale bardzo efektowny , więc idealnie nadaje się na rodzinne uroczystości.

środa, 11 kwietnia 2012

Bez tytułu

Żyję spokojnie :) wiem zaniedbywałam Was, ale musiałam sobie poukładać trochę w głowie. Trzeba było podjąć pewną decyzję, a i dopadła mnie wiosenna depresja i po raz enty w tym roku szkolnym zapalenie zatok .......Wrrrrr...... Mam nadzieję, że wszystkie demony wysłałam w kosmos. Tak naprawdę pomogły mi przygotowania do świąt i konieczność wymyślenia świątecznego menu. Nie ma lepszego lekarstwa na wszelkie smutki jak gotowanie ;)
Jednym ze wspomnień smaku dzieciństwa była babka gotowana. Zawsze myślałam, że przygotowanie jej jest bardzo skomplikowane i trudne. Hmmm jest jedna a raczej dwie  trudności trzeba posiadać primo - odpowiednią formę, secundo garnek odpowiedniej wysokości.  Aaaa i pewne obciążenie do formy, aby biedaczka nie dryfowała w garnku jak jakiś okręt widmo.
Pierwszą trudność udało się rozwiać w niewielkim sklepie z artykułami gospodarstwa domowego ( w sklepiku onym widziałam również sztandarowe wyposażenie każdej kuchni w latach 80tych, a dziś trochę zapomniane - prodiż. Nie powiem widok ten wywołał lekki uśmiech melancholii). Drugą - czyli garnek- znalazłam w kuchni mojej Mamy.
Pełna obaw zabrałam się do pieczenia, a raczej gotowania ;) okazało się, że to nie takie straszne jak się wydawało :)))
W swoim eksperymencie wykorzystałam przepis z ostatniego numeru "Moje gotowanie" (kwiecień 2012) http://www.mojegotowanie.pl/przepisy/desery/babka_gotowana5  
Niebyłabym sobą gdybym czegoś nie zmieniła. Przyznaję poszłam na małą łatwiznę i zamiast podanej polewy wykorzystałam gotową. Jako jedyne wytłumaczenia mogę podać fakt, że było bardzo późno.
Baba udała się rewelacyjnie. Dreszczyk emocji kiedy odwracałam formę i czekałam czy baba sama wyjdzie... bezcenny :) dla takich chwil warto żyć :).
P.S. Tak wyglądał stół